Jazda między dźwiękami

Jest duża szansa, a jeśli słuchacie hip–hopu, to pewność, że znacie utwory, które Michał Zych, znany jako ENZU, zmiksował i zmasterował. Współpracował z Pezetem, Matą, Paluchem, Avim czy Taco Hemingwayem – w samym tylko 2025 roku brał udział w wydaniu dziewiętnastu albumów. Poza muzyką kręci go fotografia i motoryzacja, w swoim garażu parkuje specjalną edycję Porsche 718 Cayman, w wolnych chwilach wsiada za jego kierownicę i jedzie na tor albo alpejskie przełęcze.

   

„Staram się od pewnego czasu otwierać na nowe rzeczy, ponieważ jestem kojarzony głównie z nurtem rapowo–elektronicznym”.

Michał Enzu Zych

Miks i mastering:

Michał czuje się bardziej rzemieślnikiem, choć to rzemiosło z artystycznym aspektem.

Miks i mastering to końcowe etapy tworzenia muzyki. W tym pierwszym chodzi o to, aby, w uproszczeniu, połączyć wszystkie dźwięki w jedną całość, w tym drugim szlifuje się utwory tak, by przygotować je do wydania w jak najlepszej jakości. To praca rzemieślnicza i analityczna, jak sam mówi o niej Michał: „Czuję się bardziej rzemieślnikiem, choć to rzemiosło z artystycznym aspektem. Ale nie jest czystą kreacją, bo opieram się na tym, co ktoś już stworzył. Proces kreatywny w miksie jest inny niż w tworzeniu muzyki, bardziej skupiony na rzemiośle”.

ENZU od czasu do czasu sam wypuszcza własne kawałki, czego przykładem jest choćby jego wydana kilka lat temu EP-ka „Relapse”. Ale nie od produkcji zaczęła się jego przygoda z muzyką. Najpierw, jeszcze w podstawówce, chodził do szkoły muzycznej i uczył się gry na pianinie. W wieku 14 lat zajął się produkcją i to zbliżyło go do zainteresowania studiami realizacji dźwięku. W 2012 roku zdecydował się na rozpoczęcie studiów na Akademii Dziennikarstwa i Realizacji Dźwięku w Warszawie, gdzie jednym z jego wykładowców był redaktor naczelny magazynu „EiS” (Estrada i Studio). 

To właśnie na studiach doszło do pierwszego przełomowego momentu, kiedy miał okazję zmiksować EP-kę Pyskatego pt. „Pit Stop” – jak widać motorsportowa nomenklatura była obecna w jego życiu od lat. Do tych połączeń obu światów jeszcze wrócimy.

Aktualnie pracuje głównie z tymi artystami, których zna. „To kwestia zgrania i zrozumienia, po kilku takich współpracach wszyscy wiedzą, czego się spodziewać”. Co nie oznacza, że nie ma trudności. Zdarzają się i takie projekty, które wymagają nieszablonowego podejścia i wyjścia poza standardowe schematy brzmieniowe. Lista wykonawców, dla których tworzył miksy i masteringi, jest imponująca, zwłaszcza w przypadku rapu. Są na niej wspomniani na początku raperzy, ale też White 2115, Dwa Sławy, Bambi, Jan-Rapowanie, Oki czy Gruby Mielzky. Choć nie zamyka się na inne gatunki: „Jeśli chodzi o polską scenę to staram się od pewnego czasu otwierać na nowe rzeczy, ponieważ jestem kojarzony głównie z nurtem rapowo-elektronicznym. Aby urozmaicić sobie pracę, coraz częściej spoglądam też na muzykę popową czy alternatywną”.

Od Porsche do Porsche

Jak u większości dzieciaków, zainteresowanie motoryzacją objawiło się stosunkowo szybko. „Pamiętam, że dostałem kiedyś od taty modelik Bburago Porsche 911 generacji 996 w żółtym kolorze i skali 1 : 18”. Dziś podobne stoją u niego w studiu zlokalizowanym na warszawskim Żeraniu. Wśród nich między innymi Porsche 911 GT3 RS generacji 992.

W wieku 18 lat Michał otrzymał w prezencie od mamy „lustrzankę” i szybko zaczął robić z niej użytek, fotografując miejsca, ludzi i, oczywiście, auta. Do dzisiaj często zabiera ze sobą aparat marki Leica, by łapać ciekawe kadry na ulicach. Czasem, zwłaszcza w trakcie podróży, widać w nich jego białe Porsche 718 Cayman, które zamówił jeszcze w 2022 roku, a odebrał już w 2023.

Wcześniej jeździł Mercedesem CL generacji W215, czyli autem o zupełnie innym niż Cayman charakterze – dużym, komfortowym grand tourerem. Ale Caymanem zainteresował się dużo wcześniej, w okolicach premiery modelu ostatniej generacji. „Jest sportowy, zwinny i lekki, po dużym Mercedesie chciałem spróbować czegoś innego. Zwłaszcza, że w okolicach 2022 r. wkręciłem się w sporty motorowe – głównie Formułę 1 i wyścigi długodystansowe. Cayman był pierwszym wyborem, sam go wyspecyfikowałem, specjalnie dobierając do białego lakieru białe obręcze, które właśnie nawiązują do wyścigów”.

Po trzech latach 718 Cayman w specjalnej wersji Style Edition (między innymi z kontrastującymi przeszyciami Crayon na fotelach) ma już na liczniku prawie 41 tys. km, więc jest dla ENZU samochodem do codziennego użytku i na dłuższe podróże. W chwili, gdy czytacie ten tekst, auto jest świeżo po wycieczce do Danii, wcześniej zaliczyło między innymi alpejskie przełęcze, a nawet Tor Poznań. „Dopiero kiedy wybrałem się nim na tor, poznałem możliwości tego samochodu, zakres przyczepności i mogę to polecić każdemu. Na zwykłych drogach nie da się po prostu legalnie wykorzystać pełni zdolności auta”. Cayman sprawdza się też na dłuższych eskapadach, nawet w roli auta dla pary 2+1 (w tym wypadku „jedynką” był pies). 

Fotografia:

Do dziś zabiera w miasto aparat Leica i robi zdjęcia autom.

Porsche 718 Cayman:

W wersji Style Edition.

Codziennie i w podróży:

Auto ma już 41 tys. na liczniku.
„Cayman jest sportowy, zwinny i lekki, a parę lat temu wkręciłem się w sporty motorowe”. Michał Enzu Zych

Owszem, Michał przyznaje, że podczas jazdy autostradowej słychać hałas pochodzący od opon, ale kiedy dojedzie się na krętą drogę, szybko się o tym zapomina. „Balans i to, jak 718 układa się w zakrętach, to jest coś pięknego. Do tego silnik umieszczony centralnie, tuż za plecami kierowcy i pasażera, sprawia, że momentalnie czujesz więź z tym autem, także ze względu na dźwięk”. 300 KM brzmi inaczej niż w modelach, w których soundtrack silnika jest tłumiony przez przednią maskę. 

Muzyka w samochodzie

Ale Cayman nie służy mu wyłącznie do jazdy. Siłą rzeczy stał się też jego miejscem pracy. Jak sam mówi, „samochód jest jednym z najlepszych miejsc do słuchania muzyki, szczególnie pod względem czytelności niskich częstotliwości”. Dodaje też, że jego klienci – i artyści w ogóle – często testują nagrania w samochodach, w których przecież dźwięk rozchodzi się zupełnie inaczej niż w pomieszczeniu. Co ciekawe, „ostateczny” test dla danego utworu odbywa się nie tylko w słuchawkach, ale też przez głośnik telefonu. W końcu wielu z nas w ten sposób słucha muzyki i dla ludzi pracujących przy szlifowaniu utworów najważniejsze jest właśnie to, jak brzmią one w „środowisku”, w którym później będą odtwarzane. Michał dodaje też, że podstawowy system nagłośnienia w jego Caymanie bardziej odpowiada jego preferencjom niż Hi-Fi od Bose, którego zakup też rozważał.

A jak to jest ze słuchaniem muzyki w samochodzie dla siebie i czystej przyjemności? „Nie słucham dużo muzyki poza pracą, a już z pewnością nie takiej, przy której działam. Na liście lądują raczej utwory jazzowe, muzyka filmowa, elektroniczna. W aucie czasem lubię słuchać podcastów. To efekt uboczny mojej pracy. Działam analitycznie, więc nawet poza studiem, nieświadomie, wciąż analizuję dźwięk. Dlatego słucham muzyki mniej niż przeciętny człowiek – nie mam takiej potrzeby, bo nasycam się nią w pracy”. Tam, gdzie droga zaczyna skręcać, ENZU nie widzi sensu w zagłuszaniu swoich zmysłów dodatkowymi bodźcami. Według niego to właśnie jeden z lepszych aspektów posiadania sportowego samochodu.

Praca nie tylko w studio:

Samochód jest jednym z najlepszych miejsc do słuchania muzyki.

Modele:

Pierwszy dostał od ojca, żółte Porsche 996. Teraz w studiu stoi Porsche 911 GT3 RS generacji 992.
„Nie słucham dużo muzyki poza pracą, a już z pewnością nie takiej, przy której działam”. Michał Enzu Zych

Ze świata muzyki do wyścigów

Z biegiem lat zainteresował się nie tylko samą motoryzacją, ale też wyścigami samochodowymi do tego stopnia, że wraz z grupą przyjaciół odwiedził między innymi kultowy tor Spa-Francorchamps podczas serii wyścigów długodystansowych. To właśnie zajawka wyścigami pchnęła go w kierunku zakupu auta sportowego. Szczególnie że od kilku lat, czasem w przerwach od pracy, bierze także udział w wirtualnym ściganiu na platformie iRacing, na symulatorze, który zainstalował w samym studiu. Simracing mocno urósł od czasów pandemii, a poza samym ściganiem „jazda z ludźmi online – czy to w iRacing, czy gdzie indziej – daje naprawdę super frajdę i emocje”. Cel na przyszłość? Realna, a nie wirtualna, wizyta na legendarnym Nürburgringu: „Wirtualną nitkę już w miarę ogarniam. Ale na żywo to inna bajka – kiedy czujesz to całym ciałem, kiedy masz to poczucie prędkości. Żaden tor nie daje takich wrażeń jak Nürburgring”.

Kiedy porównać to, jak ENZU mówi o miksie, z tym, jak opowiada o prowadzeniu Caymana, zupełnie naturalnie powraca słowo „balans”. I w jego studiu, i w czasie pracy inżynierów i kierowców testowych celem jest zresztą to, by wszystkie dźwięki i wszystkie części auta ułożyły się względem siebie tak, że nic już nie „zgrzyta” ani nie przykrywa reszty. W samochodzie sportowym liczy się to, jak masa rozkłada się między osiami, jak samochód zachowuje się w ciasnych, a jak w długich zakrętach, jakie wreszcie odczucia podczas jazdy autem będzie miał kierowca, zarówno na torze, jak i na zwykłej drodze. W utworach specjaliści tacy jak Michał przesuwają „suwaki” po to, by odbiorcy klarownie słyszeli poszczególne dźwięki – niezależnie od tego, czy robią to w aucie, czy w słuchawkach – a także by głośność i dynamika były na odpowiednim poziomie.

Zarówno w przypadku muzyki, jak i motoryzacji ENZU daleki jest od podejścia „więcej znaczy lepiej” – więcej mocy, dźwięków, efektów specjalnych. Pracuje niemal wyłącznie cyfrowo, bez analogowych urządzeń, przekonany, że o końcowym efekcie decyduje wyczucie, a nie ich liczba. O autach myśli podobnie: przyznaje, że współczesne modele zrobiły się tak szybkie, że czasem ciekawiej byłoby poprowadzić coś odrobinę słabszego – za to móc je naprawdę „dokręcić”. Wniosek jest taki, że w inżynierii samochodowej, tak jak w muzyce, chodzi o to, by wszystkie klocki wpadły na swoje miejsce. A potem, przy kolejnym samochodzie i kolejnym utworze, trzeba spróbować zrobić coś jeszcze lepiej.

Konstruktorzy Porsche dochodzą do tego okrążenie po okrążeniu na takich torach jak Nürburgring – tam, dokąd Michał chce w końcu dojechać swoim Caymanem. Dla jednych to miejsce pracy, z kolei dla niego wciąż cel. A w gruncie rzeczy – ten sam adres. 

Szymon Piaskowski
Szymon Piaskowski
Podobne artykuły