Równowaga żywiołów
Na Półwyspie Helskim od zawsze rządzą żywioły. Woda wyznacza rytm surferom, powietrze i wiatr niosą windsurferów, kitesurferów oraz żeglarzy, ziemia i piasek stanowią podstawę codziennego funkcjonowania, a ogień dodaje ciepła i blasku wieczorom i – ukryty w komorach spalania – napędza silniki wyjątkowych samochodów, które zmierzają tu w jednym celu. Hel Riders Festival powstał dokładnie na styku tych czterech żywiołów. Trudno o lepsze miejsce, by przekonać się, że motoryzacja, surfing i kultura wybrzeża mają ze sobą wiele wspólnego.
Tegoroczna, jubileuszowa piąta edycja odbyła się pod koniec czerwca, tradycyjnie z bazą na kempingu Chałupy 6, i była największą w historii. Przez trzy dni festiwal odwiedziło kilka tysięcy osób, a na miejscu pojawiło się 130 wyjątkowych samochodów. Wyraźnie zaznaczyło się również zaangażowanie Porsche Polska oraz blisko związanego z helską lokalizacją Porsche Centrum Sopot. Dzięki temu jednym z najważniejszych bohaterów weekendu zostało legendarne Porsche 550 Spyder, zwycięzca swojej klasy w Carrera Panamericana, sprowadzone specjalnie z Porsche Museum w Stuttgarcie.
Niemożliwe?
Hel Riders łączy w jednym miejscu surfing, deskorolkę i motoryzację.Tegoroczne wydarzenie rozpoczęło się jeszcze przed sobotnim oficjalnym otwarciem na scenie w Chałupach 6. W piątkowy wieczór lunapark we Władysławowie zamienił się w otwartą galerię motoryzacji i neonów. Wśród kolorowych świateł i charakterystycznej wakacyjnej scenerii stanęły dziesiątki wyjątkowych Porsche oraz wybrane, bardzo rzadkie modele innych producentów.
To był moment, w którym Hel Riders wyszło poza teren festiwalu i pokazało że motoryzacja może zainteresować także tych, którzy na co dzień nie śledzą jej świata. Samochody stały się pretekstem do rozmów, wspólnych zdjęć i poznawania historii ich właścicieli – dokładnie tak, jak od początku wyobrażali to sobie organizatorzy.
Wielka premiera:
Publiczna prezentacja „polskiego” RUF-a SCR na trawce.Hel Riders nigdy nie był jednak wyłącznie wystawą wyjątkowych aut. Klasyczne Porsche, surfing, skateboarding, muzyka i wspólne podróże tworzą tu jeden krajobraz. Równowaga czterech żywiołów przyciąga ludzi, którzy nie zawsze dzielą te same zainteresowania, ale podobnie rozumieją wolność, pasję i radość odkrywania świata.
Zawody deskorolkowe:
Na plaży, z morzem w tle, skacząc nad 928 Surfari w promieniach słońca.Dlatego na Hel Riders spotykają się osoby z bardzo różnych środowisk. Obok siebie stoją kolekcjonerzy klasycznych Porsche, surferzy, projektanci, fotografowie, muzycy, przedsiębiorcy, rodziny z dziećmi oraz ci, którzy po prostu przyjechali nad morze. Jedni poznają się tutaj po raz pierwszy, inni wracają co roku, traktując festiwal jako obowiązkowy punkt letniego kalendarza. To społeczność zbudowana nie tyle wokół samochodów, ile wokół podobnej wrażliwości – ciekawości świata, szacunku do dobrego designu i życia poza utartymi schematami.
Woda, od której wszystko się zaczyna
Choć samochody są jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów Hel Riders, wszystko zaczyna się od morza. To Bałtyk nadaje temu miejscu charakter. Surfing nie jest dodatkiem do festiwalu, lecz częścią jego genezy. Kultura związana z deską, falą i życiem blisko natury od początku kształtowała społeczność, która dziś spotyka się na Półwyspie Helskim.
Symbolicznym momentem tegorocznej edycji na wodzie był sobotni paddle-out. Tuż przed zachodem słońca surferzy wspólnie wypłynęli na morze, tworząc jeden z tych obrazów, które najlepiej oddają atmosferę wydarzenia. Bez rywalizacji, podziałów i potrzeby udowadniania czegokolwiek. Kilkadziesiąt osób na deskach, zwróconych w stronę zachodzącego słońca, przypomniało, że najważniejsze w tej kulturze od zawsze pozostają radość i wolność.
Lepiej niż w Disneylandzie:
Lunapark, wata cukrowa i Porsche w wyjątkowych odsłonach.Takie chwile odróżniają Hel Riders od klasycznych spotkań motoryzacyjnych. Samochody są ważne, ale nie funkcjonują tu jak eksponaty. Stanowią część stylu życia, w którym liczą się droga, doświadczenie i ludzie spotkani po drodze. Uczestnicy wracają na Hel nie dla jednego koncertu, jednej wystawy czy konkretnego modelu, lecz dla poczucia, że przez kilka dni mogą należeć do społeczności mówiącej tym samym językiem.
Ziemia, która prowadzi dalej
Na Helu ziemia oznacza przede wszystkim piasek. Jest wspólnym mianownikiem całego półwyspu – łączy plaże, wydmy, leśne dukty i asfaltowe drogi prowadzące na koniec Polski. Dla większości sportowych samochodów piach stanowi przeszkodę. Podczas Hel Riders staje się jednak naturalną częścią krajobrazu, a dla niektórych modeli wręcz zaproszeniem do zjechania z utartego szlaku.
Tegoroczna ekspozycja samochodów była rekordowa. Wśród 130 modeli znalazły się między innymi 911 Turbo 3.6, zmodyfikowane 911 Carrera (964) oraz wyjątkowe Porsche 356C, którym Brock Keen pokonał trasę z Polski do Hiszpanii. W specjalnej strefie Raceborn można było zobaczyć wszystkie generacje Porsche 911 GT3 – modelu, który od lat stanowi kwintesencję sportowego DNA marki.
Zdjęcie przy Porsche 550 Spyder z Carrera Panamericana w Chałupach 6?
Na Hel Riders wszystko jest możliwe.Najciekawsze historie często kryją się jednak poza katalogami i specyfikacjami technicznymi. Hel Riders od początku daje przestrzeń właścicielom traktującym swoje samochody jako formę osobistej ekspresji. Personalizacje, autorskie projekty i odważne interpretacje klasycznych modeli pokazują, że motoryzacja może być równie kreatywna jak moda, muzyka czy sztuka.
Ważnym miejscem spotkań przez cały weekend była scena Porsche. Od rana do wieczora odbywały się tam rozmowy z gośćmi festiwalu, właścicielami wyjątkowych samochodów, podróżnikami, sportowcami oraz przedstawicielami środowisk związanych z motoryzacją i kulturą surfingu. Prelekcje prowadzone przez Maksa Behra oraz skromnego autora tego tekstu sprawiły, że scena stała się przestrzenią nie tylko do oglądania aut, lecz przede wszystkim do poznawania ludzi i ich historii. Właśnie tam szczególnie wyraźnie było widać, że Hel Riders budują doświadczenia, rozmowy i wzajemne inspiracje.
Festiwal nie zamyka motoryzacji w muzealnych ramach. Projekty takie jak 928 Surfari współtwórcy Hel Riders Tadeusza Elwarta, Porsche 911 Carrera 4S (997) „Mewa” Macieja Wajdy, inspirowane legendarnym malowaniem 917/20 „Pink Pig”, czy 911T w stylu outlaw Mateusza Klawitera są wizytówkami imprezy. Jednocześnie stanowią tło dla indywidualnych realizacji uczestników. Wśród nich znalazł się Cayman 987 Jakuba Rytla w niebiesko-białych barwach modelu 917 Team Salzburg, zwycięzca konkursu na najlepszą surfingową stylizację samochodu.
Scena Porsche:
Stworzona we współpracy z Porsche Centrum Sopot. Miejsce rozmów, wspomnień i prezentacji.Naprzeciw klasycznych aut stanęły najnowsze dzieła inżynierów ze Stuttgartu. Porsche Cayenne Electric z konsolą DJ-ską zabudowaną w bagażniku przypominało, że samochód może być również narzędziem do budowania wyjątkowej atmosfery. Piasek, szutrowe drogi i leśne ścieżki nie muszą kończyć podróży – często dopiero ją rozpoczynają.
Naturalnym zwieńczeniem tego żywiołu był niedzielny rajd Kaszëbë Surfari. Ponad 150 kilometrów malowniczych kaszubskich dróg połączyło klasyczne samochody z kategorii Vintage/Classic oraz nowsze modele określane jako Future Classics. Finał w Zamku Łeba nie był metą rywalizacji, lecz ostatnim przystankiem wspólnej podróży.
Powietrze należy do wiatru
Na Helu trudno nie patrzeć w niebo. To wiatr od zawsze decyduje o tym, czy dzień będzie należał do kitesurferów i żeglarzy. Hel Riders stał się również przestrzenią dla deskorolkarzy wykonujących kolejne triki w powietrzu, a wieczorami – dla widowiskowych pokazów wingsuit ze śmigłowca. Wszystkich łączyło jedno: pragnienie, by choć na chwilę oderwać się od ziemi.
Skate Contest ponownie okazał się jednym z najbardziej efektownych punktów programu. Na specjalnie przygotowanej rampie na plaży swoje najlepsze triki prezentowali przedstawiciele polskiej sceny deskorolkowej. W konkurencji Best Trick AIR zwyciężył Igor Sitarek, a na przeszkodzie zbudowanej na bazie Porsche 928 Surfari najlepszy był Dima Tishenko. Wyróżnienie dla najlepszej zawodniczki otrzymała Weronika Choromańska.
Wieczorami wzrok uczestników kierował się jeszcze wyżej. Pokazy wingsuit nad Bałtykiem przypominały, że prędkość można odczuwać na wiele sposobów – za kierownicą, na desce, pod latawcem czy podczas spektakularnego lotu w powietrzu.
Przystanek na trasie Kaszëbë Surfari:
Malowniczy Zamek Łeba, muzyka z Cayenne Electric i najlepsze smaki.Ogień, który napędza legendę
Każdy z żywiołów ma na Hel Riders swoje miejsce, ale to ogień od dekad napędza historię marki Porsche. Nie ten widoczny gołym okiem, lecz ukryty w komorach spalania silników typu bokser – źródło dźwięku, emocji i osiągów, które zbudowały legendę producenta z Zuffenhausen.
Największą uwagę podczas jubileuszowej edycji przyciągało Porsche 550 Spyder z 1954 roku, sprowadzone specjalnie z Porsche Museum w Stuttgarcie. To pierwszy w pełni wyścigowy model w historii marki, który na zawsze zmienił jej sportowe oblicze. Prezentowany egzemplarz wygrał swoją klasę w legendarnej Carrera Panamericana w 1954 roku – pięciodniowej rywalizacji przez Meksyk na dystansie ponad trzech tysięcy kilometrów. Ten sukces sprawił, że nazwa „Carrera” na stałe weszła do słownika Porsche i do dziś pozostaje synonimem sportowych emocji.
Historia 550 Spydera doskonale współgrała z pozostałymi legendarnymi samochodami obecnymi podczas festiwalu – od Carrery GT i debiutującego w Polsce RUF-a SCR, przez kolejne generacje 911 GT3, po indywidualne projekty właścicieli oparte na starszych generacjach 911. Wszystkie przypominały, że motoryzacja nie kończy się na osiągach i parametrach technicznych. Jest przede wszystkim opowieścią o ludziach, którzy szukają własnych sposobów wyrażania pasji.
Widok lunaparku:
We Władysławowie z wystawą najważniejszych samochodów Hel Riders na długo zapisze się w pamięci.Hel Riders pokazuje, że żywioły nie muszą ze sobą rywalizować. Woda daje początek społeczności surferów. Ziemia prowadzi przez piasek półwyspu i kaszubskie drogi. Powietrze niesie wiatr, który pozwala wzbić się ponad poziom morza – na desce, pod latawcem czy w kombinezonie wingsuit. Ogień natomiast od dekad płonie w silnikach Porsche, przypominając, że motoryzacja zaczyna się od emocji.
Być może właśnie dlatego tak wielu uczestników wraca na Hel Riders co roku – nie tylko po to, by zobaczyć kolejne Porsche, ale przede wszystkim, by znów spotkać ludzi, z którymi dzielą pasję do podróży, wolności i życia poza utartymi schematami.