Dobowy rytm
Są takie momenty, w których sport przestaje być tylko rywalizacją, a staje się opowieścią o ludziach. O zaufaniu. O wspólnym tempie. O tym, że czasem najważniejsze nie jest to, kto pierwszy przekroczy linię mety, ale to, czy wszyscy do niej dojadą. Pierwszy w historii Polski 24-godzinny wyścig samochodowy na torze Silesia Ring w Kamieniu Śląskim był właśnie takim momentem.
Rozgrywany z okazji Święta Niepodległości, na torze pełniącym jednocześnie funkcję polskiego Porsche Experience Center, stał się symbolicznym testem wytrzymałości – nie tylko maszyn, ale przede wszystkim ludzi. Przez pełną dobę, bez przerwy, w bardzo trudnych i zmiennych warunkach pogodowych, zmagali się kierowcy, zespoły, mechanicy i organizatorzy. Wśród nich – zespół 88 Racing Team, złożony z członków Porsche Club Poland, entuzjastów marki i zarażającego zaangażowaniem i dobrą energią Radzimira Dębskiego, czyli Jimka.
Choć jego nazwisko kojarzy się dziś głównie z największymi scenami świata, współpracami z Beyoncé czy Snoop Doggiem i projektami łączącymi muzykę klasyczną z nowoczesnymi brzmieniami, motorsport od lat jest jego drugą, równie poważną pasją. Posiadacz licencji wyścigowej, zwycięzca swojej klasy w Porsche Sprint Challenge Central Europe w 2019 roku, miłośnik marki Porsche – zwłaszcza legendarnego modelu 928 – nie pojawił się w Kamieniu Śląskim jako celebryta (bo nigdy tego nie robi), tylko jako pełnoprawny członek zespołu, który miał walczyć o zwycięstwo.
„Stopień trudności jazdy w takich warunkach był szalony”.
Jimek
Zespołowy trud:
Zespół to nie tylko kierowcy, ale też mechanicy i obsługa.
88 Racing:
Zespół stawia na profesjonalizm, w tym kombinezony Porsche.Ale 24-godzinny wyścig to coś więcej niż suma indywidualnych umiejętności. To nie sprint, w którym liczy się jedno perfekcyjne okrążenie. To maraton, w którym kluczowe stają się komunikacja, strategia, odpowiedzialność za innych i umiejętność oddania pola i schowania własnych ambicji wtedy, gdy wymaga tego dobro całej ekipy.
W tym sensie zespół 88 Racing Team był jak dobrze zestrojona orkiestra. Dziesięciu kierowców – Jarosław Rokicki, Michał Guzy, Dariusz Nieruszewicz, Artur Grabiec, Wojciech Kaczmarczyk, Zbigniew Koleżyński, Tomasz Sąciński, Rafał Dusza, Radzimir Dębski i moja skromna osoba – zmieniało się za kierownicą trzech samochodów: Porsche Cayman R, Porsche 718 Cayman GT4 Clubsport MR oraz jedynego w stawce Porsche, które jechało non stop przez całą dobę – Caymana 987.2 z silnikiem 2.9. Każdy z nas miał do odegrania swoją partię. Żaden nie był tylko solistą.
Jimek sam często porównuje jazdę wyścigową do muzyki. – Władanie wyścigówką można porównać do gry na instrumencie. W dyrygowaniu też bardzo dużo się dzieje, jest do przetworzenia bardzo dużo informacji jednocześnie.
W tym natłoku walczy się o każdy detal. Na scenie przez pierwsze 15 minut mózg skupia się na realizacji tysiąca zadań naraz. A po mniej więcej kwadransie już się o tym w ogóle nie myśli i wpada się w stan medytacyjno-lotny. I tak samo jest na torze – mówił przed startem. Te słowa wyjątkowo dobrze pasują do realiów wyścigu, który trwa całą dobę. Bo tutaj nie chodzi o adrenalinowy zryw, tylko o utrzymanie rytmu. O jazdę „na tempo”. O to, by nie wypaść z harmonii.
Prawdziwa próba przyszła jednak pod sam koniec. Kiedy do zakończenia historycznego wyścigu brakowało już tylko kilku minut, nad torem znów rozpadał się deszcz. Jimek znajdował się wtedy za kierownicą Porsche Cayman 987.2, wyposażonego w opony przeznaczone na suchą nawierzchnię. Warunki zmieniły się gwałtownie. – Na wodzie te opony zachowywały się jak szpilki na lodzie – wspominał później. – Połączenie zmęczenia i presji niezmarnowania 24-godzinnego wysiłku całej drużyny sprawiło, że w głowie słyszałem muzykę z horroru.
Taktyka:
W trakcie wyścigu, który trwa całą dobę, każdy detal ma znacznie.
Meta:
Zespołowa radość ze zwycięstwa w historycznym wydarzeniu.Każdy błąd mógł kosztować nie tylko wynik, ale i sens całej, trwającej dobę pracy. Udało się. Kilka minut po godzinie 16 samochód zespołu 88 Racing Team przekroczył linię mety. 88 Racing Team zwyciężył w najbardziej wymagającej kategorii „jednosamochodowej”. Takiej, która najbardziej przypomina legendarny wyścig 24h Le Mans i wymaga od samochodu oraz zespołu nieprzerwanej pracy przez całą dobę. W innej klasie i klasyfikacji generalnej też triumfowało Porsche – kilka 911 GT3 RS zespołu Rennsport, które zmieniały się w ramach sztafety.
Na podium nie było jednego bohatera. Była grupa ludzi polewających się szampanem. Był wysiłek mechaników, precyzja strategii, koncentracja kierowców i setki decyzji podejmowanych w boksach, w nocy, w deszczu i zamgleniu. – Stopień trudności jazdy w takich warunkach był szalony. Zbieranie doświadczeń, których wcześniej nie miałem – mówił po wyścigu Jimek. – Jestem ogromnie wdzięczny całemu zespołowi za to, jak mnie przyjęli. To było bardzo poruszające.
Pierwsza edycja 24-godzinnego wyścigu pokazała jednak, że polski motorsport dojrzał do formatów znanych z największych europejskich torów. Znakomita organizacja, kibice, liczne atrakcje towarzyszące – od strefy kina samochodowego, po zwiedzanie hangaru lotniska – stworzyły wydarzenie, które wykraczało daleko poza sam wyścig.
W tym wszystkim zespół 88 Racing stał się wspólnotą, a indywidualne talenty potrafiły wpisać się w większą całość. Jak w dobrze poprowadzonej orkiestrze. Jedno tempo. Jeden rytm. I 24 godziny jazdy do jednego celu.