Recykling duszy

Porsche Polska: Odnowa z innymi ludźmi: Ludzkie historie wielokrotnie przeplatają się z samochodowymi. Zwykło się nawet mówić, że gdyby auta mogły rozmawiać, mogłyby nam wiele powiedzieć. Szczególnie o właścicielach. Ten egzemplarz 911 miał w swoim istnieniu pechowy moment, ale dzięki miłośnikowi z Polski dostał drugie życie i niesie ważne przesłanie.

  

Porsche 911 – marzenie, ikona samochodów sportowych, obiekt kultu. Każdy miłośnik marki chciałby je mieć w swoim garażu. Od lat 60. powstało osiem generacji, a ściany fabryki w Zuffenhausen opuściło już ponad milion egzemplarzy. Można więc założyć, że co najmniej ponad pół miliona osób na świecie spełniło swoje marzenie o zakupie nowego Porsche. Wiele z nich nawet kilkakrotnie, gdy zamieniali starszą generację na nową. Grupa szczęśliwców staje się jeszcze większa, gdy dopiszemy do niej tych, którzy kupili swoje pierwsze 911 z rynku wtórnego. Szacuje się, że obecnie ponad 70 procent z miliona wyprodukowanych 911 nadal jeździ lub jest w stanie gotowości do jazdy, jest więc z czego wybierać.

Część aut niestety nie doczeka się już nowych nabywców, bo poległa w drogowych lub torowych bojach. Jeszcze inne, na szczęście w znaczącej mniejszości, nie miały po prostu szczęścia do właścicieli. Mogłoby się wydawać, że właśnie do takich należy to grafitowo-niebieskie 911 Targa. Rocznik 1984 i specyfikacja oddająca amerykańskiego ducha, czyli rynku, z którego oryginalnie pochodzi. Życie jednak pisze różne scenariusze.

Nowe życie w innej formie

Zanim opowiem wam dalszy ciąg tej historii, zadajmy sobie pytanie, co dzieje się z samochodem pod koniec jego życia? Obecnie w Europie pojazdy wycofane z eksploatacji (tzw. ELV – end of life vehicles, czyli auta, które zakończyły swoje życie) oznaczają od 7 do 8 milionów ton odpadów rocznie. Liczba robi przytłaczające wrażenie, szczególnie w kontekście ciągle trwających dyskusji na temat ochrony środowiska. Według dyrektywy Unii Europejskiej auta trzeba złomować w certyfikowanych centrach demontażu, a minimalny procent odzyskanego materiału ze współczesnych aut musi wynieść od 85 do 95 procent.

Niemal wszystko, od aluminium i stali po szyby i siedzenia samochodowe, opony i  olej można poddać recyklingowi. Ale z tych materiałów najczęściej nie tworzy się już części do samochodów tej samej jakości. Poza tym wraz ze złomowaniem auta, szczególnie takiego jak Porsche 911, umiera potężna dawka emocji, wspomnień i ludzkich historii, którym wóz towarzyszył. Umiera jego dusza.

Właśnie dlatego Paweł Kalinowski postanowił niepotrzebnie nie uśmiercać 911 Targa w kolorze Schiefer Blau Metallic. Mógł je po prostu poddać renowacji, jak to najczęściej dzieje się z klasycznymi Porsche, przywrócić mu dawny blask.

Ale to z recyklingiem nie miałoby wiele wspólnego. A Pawłowi o to chodziło, żeby nieco udoskonalić proces odzysku materiałów do budowy samochodów. Nazwał swój projekt „Tardza — Recycled Porsche”. To zdecydowanie nie jest historia typowego remontu auta.

Wróciła z zaświatów:

Wróciła z zaświatów:

Paweł uratował to Porsche 911 Targa od kompletnego zapomnienia. Dał mu zdrowe serce i tchnął w nie zupełnie nowego ducha. Tak narodziła się „Tardza”.

Na krętych drogach życia

Porsche należało do człowieka, którego przerosły życiowe problemy. Uciekł od nich w używki. Alkohol i narkotyki doprowadziły go na skraj. Bezdomny, pozostał jedynie ze swoim starym psem i zamieszkał w swoim ulubionym aucie. Paweł kupił od niego wóz rok temu, w Seattle w stanie Waszyngton, znając stojącą za nim historię.

Najbardziej wyrazistym śladem ostatnich chęci przywrócenia mu świetności był przedni lewy błotnik w trakcie naprawy, który i tak zdążył już zardzewieć. Targa nie miała też silnika i daleko było jej do stanu, w którym można byłoby ruszyć w drogę. Paweł zachwycił się jednak tym kawałkiem pogiętej blachy i zaczął zastanawiać, jak do tego wszystkiego doszło? Dlaczego człowiek, którego wcześniej było stać na Porsche, upadł tak nisko. Pomyślał, że być może jednym z problemów była komunikacja z innymi. O swoich troskach, problemach i możliwościach ich rozwiązania. Właśnie dlatego Paweł postawił przy projekcie na kontakt i relacje z ludźmi, a zardzewiały błotnik miał stać się memento tego, co zdarzyło się wcześniej. Przypominać o błędach przeszłości. Droga do odbudowy auta wiodła więc przez rozmowy ze znajomymi i nawiązywanie nowych relacji. Chodziło o to, żeby nie porozumiewać się z automatami sklepów internetowych i hurtowni, a ze zwykłymi ludźmi. Zrobić coś samemu. Dostawać od innych to, czego już nie potrzebują. Wymieniać części w barterze. W ostateczności kupować, ale po bezpośrednim spotkaniu.

Elementy wykończenia „Tardzy

Elementy wykończenia „Tardzy":

Paweł wykonał je własnoręcznie. Tylny wlot powietrza do komory silnika ozdabia atrapa wykonana w stylu unistycznym, który zrodził się w Łodzi.
Nie na konkurs:

Nie na konkurs:

Mimo że auto jest już w pełni sprawne, lewy błotnik pozostanie w formie niedokończonej naprawy. To świadectwo poprzedniego życia.
„Tardza” to nie tylko projekt odbudowy auta. To próba zwrócenia uwagi na kontakty międzyludzkie.

Tapicerski debiut

Aby przywrócić życie szafirowej „Tardze”, Paweł musiał najpierw znaleźć jej jakieś serce, czyli silnik. Taki pojawił się na sprzedaż w Niemczech. O pojemności 3,2-litra, z wersji Carrera i z tego samego rocznika co nadwozie. Jednym słowem – idealny. Paweł wybrał się więc po wspomnianą jednostkę, ale – aby nie robić pustych przebiegów – połączył wyjazd z rodzinnymi wakacjami. Silnik trafił na przegląd do znajomego mechanika Pawła, więc teraz jest jak nowy. Podobnie zajęli się też resztą mechanicznych podzespołów. Dodatkowym założeniem projektu Tardza było też to, aby jak najwięcej zrobić własnymi siłami.

Paweł musiał więc zadebiutować w kilku nowych rolach. Tak stał się np. tapicerem, bo fotele i wnętrze nie nadawały się do użycia po tym jak były właściciel i jego pies spędzali całe noce w aucie. Całość została dosłownie wypruta, a fotele odtworzono z kolorowych parcianych pasków i tapicerki Porsche. Łodzianin zdobył je od znajomych. Granatowe, niebieskie i żółte paski przeplatają się niczym ludzkie losy i relacje. Ramą dla nich są obite skórą boczki i zagłówek. Ten nietuzinkowy (i wygodny) efekt to dwa tygodnie ciężkiej, nieustającej pracy.

Nietypowe są również dywany i wykończenie bagażnika. Elegancko uszyte z wykładziny dobrej jakości o pętelkowej strukturze. Materiał, który Paweł wykorzystał do odtworzenia poszycia otwieranego dachu, to brezent, pochodzący ze starego namiotu harcerskiego. Razem tworzy to kompletną całość, której nie spotkacie w żadnym innym aucie.

Wykładzina bagażnika

Wykładzina bagażnika

Została uszyta od podstaw. Paweł stworzył ją w swojej firmie, z bardzo prostego, ale wyrazistego materiału.
Tarcza obrotomierza

Tarcza obrotomierza

Również została wykonana własnoręcznie, a do tego wpisuje się w styl zainicjowany przez Władysława Strzemińskiego.
Gniazdo 230 V

Gniazdo 230 V

Nowoczesność zawitała do „Tardzy” w klasycznym wydaniu. Nie zasila energią auta, ale oddaje ją dla pożytecznych celów.

Łódzka forma

Nie bez przyczyny wspomniałem o pochodzeniu obecnego właściciela 911, bo Paweł z Łodzią związany jest nie tylko miejscem zamieszkania, ale także emocjonalnie. – Kocham to miasto i jego charakter. Bo Łódź jest bardzo kreatywnym miastem, w którym z niczego da się zrobić coś – mówi. To tu działał znany z ostatniego filmu Andrzeja Wajdy artysta Władysław Strzemiński, który to w latach 20. XX wieku zainicjował styl zwany unizmem. W dużym skrócie koncentrował się on na tym, by na widza działać nie poprzez odmalowane przedmioty, a głównie za pomocą barwy czy faktury.

Paweł w stworzonych przez siebie elementach wykończenia auta trzymał się właśnie tego nurtu. Stąd atrapa tylnej klapy i nawiązująca do niej podstopnica dla pasażera, które wyglądają jak organiczne, nieprzedstawiające niczego konkretnego kształty, do tego bez wyraźnej perspektywy. Taka jest też multiplikująca nazwę projektu grafika, którą Paweł przygotował zamiast seryjnej tarczy obrotomierza. Dodatkowym elementem personalizującym wnętrze „Tardzy” są przymocowane do deski rozdzielczej stopery Heuer.

Moda i potrzeba montażu gniazdek elektrycznych w nowych samochodach napędzanych alternatywną energią również znalazła tutaj swoje miejsce. Paweł jednak nie ma zamiaru przerobić swojego auta na elektryka, ale nie przeszkodziło mu to w podłączeniu gniazdka 230 V, które może służyć np. do zasilania dodatkowego głośnika w kształcie gitarowego pieca.

Nietypowa tapicerka:

Nietypowa tapicerka:

Została uszyta własnoręcznie przez Pawła z podarowanych mu parcianych pasków w niebiesko-żółtych barwach. Podstopnica nawiązuje do atrapy na tylej klapie.

Kolejna porcja historii

Miesiące ciężkiej pracy sprawiły, że ruchomy pomnik podkreślający wagę międzyludzkich relacji i wspólnego przeciwstawiania się problemom jest już gotowy do jazdy. Paweł przemierza nim ulice swojego ukochanego miasta, a dźwięk sześciocylindrowego boksera chłodzonego powietrzem oznajmia, że nadjeżdża auto jedyne w swoim rodzaju. Nie oznacza to, że projekt „Tardza” dobiegł końca. Do jego zakończenia, a przy tym budowania kolejnych międzyludzkich relacji, jeszcze daleka droga.

Już niedługo „Tardza” otrzyma nowe obuwie. Obecne felgi zostaną wymienione, na rzadszy model Fuchsów, pochodzący z auta, które do Polski trafiło także dzięki Pawłowi. Kupił je jego kolega od innego kolegi mieszkającego w Los Angeles. Kolejna porcja ludzkich historii dołączy do opowieści.

Piotr Sielicki
Piotr Sielicki